• Wpisów:199
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 22:11
  • Licznik odwiedzin:27 724 / 2304 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Już nie tutaj. Nie umiem dotykać klawiszy tak, aby malować emocje. Może kiedyś wrócę, pewnie niebawem. Ale nie w tym momencie. Zbyt mocno boli.
 

 
podeszła do mnie kiedyś mała dziewczynka . byłam wtedy w żałosnym stanie w ustach trzymałam papierosa , a w ręku butelkę taniego wina . zapytała się mnie co to miłość .. . akurat wtedy kiedy moje serce krwawiło . wiesz co jej
odpowiedziałam ? że miłość to tania bajeczka , szajs , który zawsze się sprzedaje , a potem rani jak cholera . wydawało mi się , że była zawiedziona .. . ze spuszczoną głową odeszła w stronę huśtawek . przez chwilę czułam satysfakcję , że to nie tylko ja czuję się dzisiaj tak podle z powodu miłości . ale wstałam , podeszłam do niej i powiedziałam , że kłamałam . zapytała czemu tak wyglądam , odpowiedziałam , że zraniła mnie miłość , spojrzała na mnie pytającym wzrokiem i powiedziała ” mnie też tak zrani ? „
pokręciłam głową i szepnęłam ” ciebie nie . jesteś za delikatna , a ona tylko rani silnych . nigdy się na niej nie zawiedziesz ” .
zapaliłam drugiego papierosa i odeszłam . i wiesz co ? czułam się jeszcze gorzej , że ją okłamałam . bo niedługo zobaczę ją na tej samej ławce , w tak samo żałosnym nastroju..
  • awatar `BlackBlood.: Niestety :( Świetny wpis :) Zapraszam do mnie :3
  • awatar ForeverBelieber: Piękne ♥ Zapraszam do mnie :)
  • awatar Nelcia maluje :): super, zapraszam do mnie! myślę, że spodobają Ci się moje ręcznie malowane torby ; ) miło mi będzie, jeśli dodasz mnie do obserwowanych
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
usiadłam sama w pierwszej ławce. był sprawdzian, wszyscy siadali w ostatnich ławkach, aby móc ściągać.miałam szczęscie bo na klasówce był temat,którego wykułam się na pamięć.wiedziałam, że napisze test na piątkę. nagle usłyszałam, lekkie szturchanie mojego krzesła. odwróciłam się. siedziałeś tam ty. patrzyłam w twoje błękitne oczy, chociaż po wczorajszym miałam ochote Cię zabić
.-co będzie w 1?
– pff. niech Ci twoja ukochana dziunia powie.
– ale, no weź. dobrze, wiesz, ze to był tylko taki głupi zakład. nie chciałem Cię zranić.
– hm mogłeś o tym wcześniej pomyśleć. bo ty nie wiesz, jak to jest być zakochanym i nigdy się nie dowiesz.
– a jak już jestem zakochany?
- wątpie.
- a chcesz sie przekonać?
– no dawaj.
wstał, wyszedł z ławki.podszedł do mnie i namiętnie pocałował. nie zważając na patrzącego sie nauczyciela, oraz kolegów.odpłynęłam.liczyło sie tylko to co teraz.
- nadal uważasz, że nigdy zakochany nie byłem?
-nie już nie.a w pierwszym będzie B.
odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
 

 
Dawno, dawno temu, w małym miasteczku żyła sobie nadzwyczaj zwyczajna nastolatka – Tośka. Miała ona przyjaciół i chłopaka. Jej rodzice byli ułożeni, choć stale zajęci pracą.
Pewnego, deszczowego dnia dziewczyna wyszła na dwór. Wróciła po godzinie cała przemoczona. Poczuła wibrowanie w lewej kieszeni, wyjęła swoją komórkę. Na ekranie widniało powiadomienie informujące iż dziewczyna dostała cztery esemesy, trzy od przyjaciółek i jeden od chłopaka.
Kamil : Przepraszam Tośka, ale to koniec. Najlepiej będzie jak o mnie zapomnisz. Wybacz.
Magda : Hej. Nie mam pojęcia jak to ująć w jednym sms’ie… To koniec naszej przyjaźni, najlepiej nie odpisuj, to nie ma sensu…
Zuza : Hej. Nie mam pojęcia jak to ująć w jednym sms’ie… To koniec naszej przyjaźni, najlepiej nie odpisuj, to nie ma sensu…
Karolina : Hej. Nie mam pojęcia jak to ująć w jednym sms’ie… To koniec naszej przyjaźni, najlepiej nie odpisuj, to nie ma sensu...
Zalana łzami dziewczyna wybiegła z domu. Dobiegła na pobliski most. Pocięła się żyletką. Krzyczała, że kocha Kamila, że nienawidzi życia… Chłopak przechodził przez las, którym zwykle wracał do domu, zobaczył nieprzytomną Tośkę, leżącą w kałuży krwi. Zadzwonił na pogotowie. Czekając na karetkę uklęknął przy dziewczynie płacząc i błagając, żeby się obudziła. Szeptał, że nadal ją kocha, że żałuje…
Po tygodniu śpiączki, dziewczyna się obudziła. Nad sobą zobaczyła Kamila, Magdę, Zuzę i Karolinę. Wszyscy przeprosili Tośkę, ona im wybaczyła.
Dzięki temu dziewczyny zrozumiały jak ważna jest dla nich Tośka. Kamil przyrzekł jej, że już nigdy jej nie opuści.
Ten horror skończył się happy endem.
 

 
-wiesz, z nami koniec...
(nie chcę Cię stracić...)
-pff... i bardzo dobrze... miałam Cię już dosyć...
(proszę nie odchodź, potrzebuję Cię...)
-to świetnie... przynajmniej nie będziemy tęsknić...
(kurde, nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie...)
-no i mam to w dupie...
(tęsknię za Tobą nawet jak nie ma Cię przy mnie 5 minut, a teraz co??)
-no to możesz usunąć sobie mój numer...
(mam nadzieję, że wkrótce napiszesz...)
-zrobię to z przyjemnością...
(głupia... przecież znam go na pamięć...)
-chcę, żebyś wiedziała, że nigdy Cię nie lubiłem...
(ale kochałem, kocham i będę kochał... szalenie!)
-to u Ciebie tak jak u mnie? fajnie!
(k***a mać! nikogo bardziej nie kochałam!)
-no to pa...
(nie pozwól mi odejść...)
-narka...
(nie odchodź...)
 

 
Rzecz w tym, że ja nie wiem czy ona mnie chce...
Co będzie jeśli tam wrócę a ona odrzuci mnie po raz kolejny?
-Może tak być. Ale wiesz co by było od tego
jeszcze gorsze?
Co?
-Gdyby ona czekała na ciebie przez całe swoje życie, a ty byś się w nim nigdy nie pojawił,
dlatego, że za bardzo bałeś się zaryzykować!
 

 
Zaraz zacznę krzyczeć.wydłubię sobie oczy,abym nie widziała.rozetnę klatkę piersiową i wyjmę wnętrzności zaczynając od nerek,a kończąc na płucach i sercu.może coś w tobie drgnie,gdy dojdę do tej maleńkiej pompki.może twoje ciało przeszyje jakiś dreszcz,a może ukłuje cię w twojej lewej piersi,a może nie.może się uśmiechniesz i odetchniesz w końcu z ulgą,gdy ja przekroczę tą granicę pomiędzy tym co tu,a tym co kryję się tam za ścianą życia.może czas zatrzyma się choć na jedną sekundę,może zostawię po sobie jakiś ślad jak atrament na kartce papieru.trwały,niezniszczalny.niebieski jak moje oczy.proszę, może może choć raz o mnie ktoś pomyśli,może choć raz ktoś weźmie w dłoń moją fotografię i dotykając delikatnie opuszkami palców moją twarz za tym chłodnym szkłem pomyśli,że tak bardzo chciałby mnie przytulić,a może zostanę jedynie kruchym wspomnieniem,które w końcu wyleci wszystkim z głowy i zostanę jedynie imieniem i nazwiskiem wpisanym w akta zgonów
 

 
to zaszło za daleko.nie odnajduje się w żadnym detalu każdej chwili którą przeżywam, błądzę między jednym a drugim miedzy poważnymi problemami a błahostkami. nie potrafiąc nic oddzielić od siebie. każde słowo, wypowiedziane przez kogokolwiek, dobija dziwnie oddziałując na serce i rozum. napawając wspomnieniami lub kołataniem serca.za dużo się dzieje wokół , za szybko przywiązuje się do pozornego szczęścia, za często płacze,za dużo się przejmuje. ja po prostu nie radzę sobie
 

 
Pamiętasz jak kazałeś mi być zawsze dzielną? Teraz będzie ze mnie dumny.Umiem już zasnąć bez twojego dobranoc,umiem już wymawiać twoje imię bez drżenia głosu,umiem już nie piszczeć z radości,gdy jesteś dostępny na fejsie,umiem już być spokojna,gdy cię widzę,umiem już się nie bać,że znowu mnie obrazisz,umiem już nie płakać,gdy słyszę ,,naszą'' piosenkę,umiem już nie mówić o tobie,ale nadal nie umiem zapomnieć
 

 
"Prawda o strachu : Nie boisz się ciemności , boisz się tego co może w niej być . Nie boisz się wysokości , tylko tego , że spadniesz . Nie boisz się ludzi , którzy są dookoła Ciebie , boisz się ich reakcji . Nie boisz się miłości , boisz się , że nie będzie ona odwzajemniona . Nie boisz się odejścia , boisz się , że nie przyzwyczaisz się do tego , że jego już nie ma . Nie boisz się znowu próbować , boisz się , że skończy się tak jak poprzednio."
 

 
Zrobiła to. Nie chciała żyć bez niego. Bez swego ukochanego. Wzięła do ręki nóż. Jednym cięciem na ręku przekreśliła wszystkie swoje plany. Wiedziała, że niedługo już nic ją nie zaboli. Wreszcie. Wraz z ciepłą, ciemna krwią spływała jej miłość. Wspomnienia. marzenia. Jej nadzieja, którą kiedyś żyła. W tych ostatnich chwilach była sama. Tylko w ręku trzymała jego zdjęcie. Przed oczami jego pełną radości twarz. Wiedziała, że niedługo spotkają się. W ich wspólnych snach. Krew spływała cicho, uwolniona z żył, po jej białej skórze. Nie mówiła nic. Wyruszała w swą ostatnią drogę. Ku śmierci. Zostawiła za sobą bagaż łez, bólu serca, samotnych nocy. Spojrzeń, w których było tylko współczucie. Wzięła ze sobą jedynie cząstkę uczucia do niego, by w razie, gdyby się nie spotkali, mieć go przy sobie, choć w maleńkiej cząstce. Na zawsze.
 

 
Może i mowie, że mam go w dupie, że pierdole jego i te jego nic nie wartą miłość może i oglądam się już za innymi chłopakami, może nawet podoba mi się jego kolega ale pośród tego wszystkiego wciąż widzę jego.
 

 
oparła się o ścianę, w jednej dłoni trzymając butelkę Daniells'a , w drugiej ściskając kilkanaście białych tabletek. wzięła jedną w dwa palce i podniosła do ust. "za mamusię" - powiedziała i połknęła ją, zapijając alkoholem. "za tatusia" wydobyła z gardła zachrypnięty głos. wzięła trzecią tabletkę - "za babcię". czwartą - "za dziadka". piątą - "za siostrę". sięgnęła po szóstą. "za ciotkę" - szepnęła i popiła. zaczęło jej się kręcić w głowie. nie potrafiła przypomnieć sobie reszty członków rodziny. słabnącą dłonią mocniej chwyciła butelkę. "za przyjaciół" - przełknęła siódmą. drżącą ręką wsadziła sobie do ust ósmą - "za miłość". widziała już tylko zamazane kontury. whiskey rozgrzewała ją od środka, tabletki zalegały w pustym żołądku. "za Ciebie, Kochanie" - powiedziała lekkim bełkotem, połykając dziewiątą. wzięła ostatnią i szepnęła lekko rozchylając wargi - "za to popieprzone życie", po czym osunęła się na podłogę.
 

 
od samego początku wiedział, że jestem trudną dziewczyną . ciężki charakter, cholernie uparta . podczas jednej z naszych rozmów powiedział do mnie " jestem przy tobie, bo chcę . jestem przy tobie, bo wiem, że ty też tego chcesz. jestem przy tobie, mimo że czasem ciężko znieść twoje humorki . jestem przy tobie, bo wiem, że mnie potrzebujesz. jestem przy tobie, bo chcę żebyś czuła się bezpiecznie . jestem przy tobie, bo jesteś najważniejsza . jestem przy tobie, bo Cię kocham ." stałam przed nim, wbijając wzrok w jego usta, słuchając tego co mówił . w końcu zamilkł, zbliżył się do mnie i delikatnie musnął moje wargi swoimi . drżącym głosem wydusiłam z siebie słowa " dobrze wiem, że trudno mnie kochać. Ty jedyny to potrafisz, i za to Ci dziękuję. nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie, kocham Cię kocie . " i wtedy pierwszy raz objął mnie tak, że poczułam jakby wszystko to co nas otaczało, było magiczne.
 

 
Wybiegła z domu była już spóźniona. Wiedziała że nie lubił gdy to robiła. Kiedy jednak wyszła przed furtkę dostrzegła że jego jeszcze tam nie ma. Bardzo się wystraszyła gdyż zawsze był przed czasem. Postanowiła wyjść mu na przeciw. Nagle poczuła jak ktoś lekko obejmuje ja w pasie. Odwróciła się z szerokim uśmiechem i pocałowała go na przywitanie. Zaskoczył ja wyraz jego twarzy. Łzy cisnęły mu się do oczu jednak starał się to przed nią ukryć. A jednak coś się stało.
-skarbie czemu płaczesz?
-widzisz piękna dziś mija 4 lata od kiedy cie poznałem.Już wtedy wiedziałem że będziesz dla mnie ważna. Mam dla ciebie niespodziankę.
Wyciągnął z kieszeni chustę w jej ulubionym kolorze i zawiązał na oczach tak aby nic nie widziała. Nagle usłyszała że podjeżdża jakiś samochód. Kiedy zatrzymał się obok nich poczuła jak Piotr bierze ja na ręce i wsiada do środka. Przytuliła się do niego mocno i trwała tak aż do chwili kiedy samochód się zatrzymał a oni delikatni
e z niego wysiedli. Poczuła piękny zapach kwiatów a w tle słyszała szelest wody która obijała się gdzieś o kamienie. Poczuła że opaska poluzowała się a jej oczom ukazała się piękna polana, zobaczyła także czerwony duży koc a na nim same pyszności. Nagle Piotr uklęknął i wyciągnął czerwone pudełeczko z pierścionkiem.
-Aniu jesteś dla mnie najważniejsza na świece. Uwielbiam twoje oczy i to w jaki sposób na mnie patrzysz. Nie wyobrażam sobie że mogłabyś nagle zniknąć,dlatego też czy zostaniesz moja żoną?
- TAK! Kocham cię!

Spędzili wtedy wspaniały wieczór. Teraz kiedy 50 lat po ślubie wspominają tamten czas mają wrażenie jakby to było wczoraj. I opowiadając wnuczka że miłość od pierwszego wejrzenia jest możliwa patrzą sobie w oczy które nieco straciły już młodzieńczy blask....
 

 
Kłócili się, było ich słychać w całym bloku. Nie byli parą. Uderzyła go w ramię, tak mocno, że aż się cofnął, ale odzyskał równowagę i podszedł bliżej niej. Cholerne 1,80 cm krzyczało coś do niej powodując, że wściekłość wciąż rosła. Odwróciła się łapiąc za włosy 'Czy Ty w ogóle siebie słyszysz?! Nawet nie jesteśmy parą, a robisz mi afery o jakiegoś gościa ze szkoły! Ogarnij się w końcu!' Zabrakło jej tchu. Wyprostował się,ścisnął dłonie w pięści i czekał. 'I co? Mam Cię może jeszcze przeprosić?!' Podparła się pod boki. Widziała jego żyły na szyi,słyszała, jak głośno oddycha,a jego oczy zdawały się mówić, że ma ochotę coś rozjebać. Jednak on odwrócił się na pięcie i skierował ku drzwiom pokoju. Był już w kuchni, kiedy krzyknęła najgłośniej, jak mogła "Kocham Cię! No kocham Cię, do jasnej cholery!' Wrócił się. Spojrzała na niego przepraszającymi oczyma. 'Kocham, no.' Szepnęła bardziej do siebie. Podszedł do niej i z całej siły przytulił do piersi.
 

 
Nosiła Cię 9 miesięcy pod sercem, w ciąży dostała żylaków, rozstępów i bóli kręgosłupa. Cierpiała trudy porodu. Straciła dawną figurę. Zarywała przez Ciebie noce, nie miała czasu dla siebie, płakała razem z Tobą, gdy miałeś kolkę lub boleśnie ząbkowałeś. Odmawiała sobie przyjemności, aby je dać Tobie, Uczyła Cię pierwszych słów, pierwszych kroków. Gdy jako niemowlę dostałeś grypy, siedziała całymi dniami i nocami przy szpitalnym łóżku, chodziła z Tobą do doktorów, musiała brać bezpłatny urlop w pracy. Codziennie zmieniała Ci zasrane pampersy, pielęgnowała Cię, kąpała. Musiała pogodzić pracę, sprzątanie, gotowanie, pranie z wychowaniem Ciebie. O sobie nie miała kiedy myśleć. Załatwiała Ci jak najlepsze przedszkola, później szkołę. Cierpliwie uczyła Cię alfabetu, cyferek. Zawsze stawała po Twojej stronie, gdy dzieci, nauczyciele się na Ciebie uwzięły. Odrabiała z Tobą lekcje, tłumaczyła Ci matematykę. Cierpiała gdy jej pyskowałeś. Serce jej pękło, gdy pierwszy raz przyszedłeś pijany do domu. Zmieniła pracę na cięższą, ale lepiej płatną, bo miałeś coraz większe potrzeby. Tyrała całymi nocami żeby kupić Ci wymarzony rower, rolki, cokolwiek innego. Poświęciła dla Ciebie życie i zapewniam Cię - jeśli zaszłaby taka potrzeba, oddałaby je dla Ciebie. Ale mimo wszystko tego co zrobiła dla Ciebie Twoja mama, nie da się opisać, więc zastanów się zanim powiesz " moja stara".
 

 
Pomagam wszystkim wkoło, daje rady, jakich pierdolony psycholog by nie wymyślił, a sama nie potrafię ogarnąć syfu, który rozrywa mnie od środka. Nie radzę sobie z jego uśmiechem, kiedy na mnie patrzy. Nie radzę sobie z ciszą, z którą mnie zostawia na kolejne tygodnie. Nie radzę sobie z drżącymi dłońmi. Mam milion wad, ale potrafię kochać.

 

 
Wracałam do domu wieczorną porą. Było już ciemno. Ciemne ulice oświetlały wysokie latarnie. Po drodze mijałam ludzi, z ich twarzy można było odczytać smutek i zakłopotanie. Może byli samotni? A może bali się ciemności? Nie wiem sama.. Nie zastanawiając się dalej, szłam żwawym krokiem. Mimo, że byłam w cienkiej kurtce, a noc nie należała do ciepłych, nie odczuwałam chłodu. Powietrze tego wieczoru było rześkie i lekkie. Przybrało zapach świeżo ściętej trawy. Wiatr delikatnie owiewał moją grzywkę. Poczułam wtedy, że jestem szczęśliwa, mimo wielu problemów jakie ostatnimi czasy mnie spotkały. Patrząc na zachmurzone niebo chciało mi się żyć. Lecz nagle poczułam, że czegoś mi jednak brak. Początkowo nie zdawałam sobie sprawy, ale później zrozumiałam. Brakowało mi Twojego kroku obok mojego. Twojego spojrzenia, uśmiechu. Brakowało mi poczucia bezpieczeństwa, sensu istnienia..
 

 
Wszystkiego najlepszego kochani ; )
Dziękuje za czytanie mojego bloga i tyle komentarzy xD
 

 
Z jednej strony mówisz, że najlepsza jest szczerość i walenie prosto z mostu, z drugiej nie wyobrażam sobie pozytywnej reakcji z Twojej strony kiedy stanęłabym przed Tobą z tekstem 'Cześć, Kocham Cię'.
 

 
Każdy ma swój wehikuł czasu. Gdy chcesz się cofnąć w czasie - masz wspomnienia. A gdy chcesz zobaczyć przyszłość - masz marzenia.
 

 
weszłam do klasy na spóźnioną lekcję.
- dzień dobry, przepraszam za spóźnienie. - rzuciłam do nauczycielki wkładając słuchawkę do ucha. rozglądnęłam się po klasie i zauważyłam , że jest wolna tylko jedna ławka w której siedział on - sam. przewróciłam oczami i ruszyłam na sam tył klasy. usiadłam obok niego, wyjęłam książki i wyciągając telefon przełączyłam na inną piosenkę. po chwili wyciągnął mi słuchawki z uszu
- pogadaj ze mną. - syknął cicho.
- nie mam o czym. - wyszeptałam.
- mamy, kocham Cię, brakuje mi Ciebie i kompletnie sobie z tym nie radzę. - powiedział patrząc mi w oczy.
- to idź do pedagoga szkolnego. - zaśmiałam się głośno.
- zmieniłaś się , zmienił Cię ten nowy koleś. - zasugerował.
- nie skarbie , to Twoje odejście mnie zmieniło. to przez Ciebie jestem na dnie i nie radzę sobie z niczym, zraniłeś mnie i czego teraz ode mnie oczekujesz? - krzyczałam.
- wierzę w to , że Cię odzyskam. - rzucił i wstając z ławki wyszedł z klasy.
 

 

Była mała, głupia, samotna i zagubiona. Płoszyła sie na sam dźwięk krzyku, uciekała przed nim gdzie tylko mogła. Zastraszona przez pewną siebie rzeczywistość, bez szans na przetrwanie próbowała egzystować. Maszerowała spłoszona miedzy ludźmi wyczekując ciosu. W swoim strachu była niezwykle odważna. Świadoma trudności sytuacji i bliskości bólu wciąż szła, uważnie stawiała każdy krok. Bała się wszystkiego co mogło ja spotkać, ale nie uciekała przed tym. Kuliła tylko swoją wiecznie zamyśloną głowę i myślała, że ją to obroni. Miała siebie za najgorsze stworzenie na ziemi. Przez ten swój przytłaczający strach i świadomość bólu nie zawsze zachowywała się odpowiednio dobrze. Można by ją oskarżyć o zdrady i kłamstwa. Niesłusznie uważała, że jest śmieciem, niewartym ani jednego ciepłego słowa, nawet sekundy bliskości człowiekiem-potworem. Nikt jej nie uświadomił, że tak nie jest. Nikt nie podał ręki, kiedy stała na krawędzi. Żaden z wyimaginowanych przyjaciół jej nie zawołał, kiedy drżała w agonii. Umarła oznaczona swym beznadziejnym imieniem. Przynajmniej to należało do niej, od początku, do końca. Na klepsydrze napisali, że "zmarła tragicznie", bo przecież wstydem byłoby, jeżeli każdy mógłby przeczytać, ze popełniła samobójstwo.
 

 

Tracę tchnienie (i natchnienie również) w natłoku nie moich myśli w mojej głowie. Niezdecydowane spojrzenia, natarczywe uśmiechy i wszystkie inne nieszczere miny obijają się o wnętrze mojej czaszki. Sprawiają ból, który jest jakby niewymierzony i odrobinę nierealny. Zdaje się być gdzieś obok, niekoniecznie we mnie. Jest taki nie mój, nie należy do mnie, do moich martwych palców i znikającego serca. Jest Twój. Dla Twojego dobra, a własnej zguby, obarczyłam się ciężarem Twoich oczu skierowanych na mnie. Z własnej woli ciągle szukam tych obojętnych, lecz przeszywających mnie spojrzeń. Zupełnie nikt nie każe mi patrzeć na Ciebie. Nikt nie powiedział, że mam wyglądać za pogarda zawarta w Twych zaciśniętych ustach. Żaden rozkaz, może prócz tego wewnętrznego, destrukcyjnego, nie nakazał mi zabierać od Ciebie bólu. Ale zrobiłam to. Robię to codziennie.
 

 

Potrafię się uśmiechać. Kąciki moich ust czasem unoszą się do góry. Ale nie z byle powodu. Potrzebuję dostać całe serce, radosną duszą, wszystko podane na tacy. Szczerze mówiąc, to prawdziwe szczęście rzadko mi się zdarza. Głupkowaty śmiech wśród znajomych, czy jakieś zwodzące miny chowane pod grzywką nic nie znaczą. To, jaka jestem wśród ludzi w żaden sposób nie odwzorowuje mnie. Mojego depresyjnego nastroju, głupich myśli. Jestem zbiorem uczuć, które na mnie działają. Ale tylko po wierzchu. Wszystko po mnie spływa, maluje mnie dobrym humorem. Ale nie zmienia zapłakanego wnętrza. Serce pozostaje takie samo, głowa wciąż analizuje te same myśli.
 

 
Dlaczego nie mogę po prostu powiedzieć jak bardzo jest mi źle? Może dlatego, że nie mam komu, bo mój żywot zupełnie nikogo nie obchodzi? A może po prostu nie umiem, bo jestem przestraszoną kruszynką, która nie ma ani teraźniejszości, ani przyszłości.
 

 
Boże, jak bardzo bym chciała, żeby pierdolnął mnie samochód. Żeby z pełną prędkością wjechał we mnie i pogruchotał wszystkie kości. Jak bardzo chciałabym leżeć w kałuży krwi. Półżywa, drżąca, bezbronna. Dlaczego nie mogę cierpieć? Przecież tak bardzo chcę umierać niechciana, na środku drogi. Spektakularnie, ale po cichu. Tak będzie najlepiej. Napiszą o mnie na stronie powiatowej, może nawet kilka osób przyjdzie na pogrzeb. Chcę tego. Ale kiedy idę po ulicy, to drżę, że to się stanie. Cóż za zbiór antagonizmów. Jestem przeciwieństwem.
 

 

Chcę już tylko usnąć. Ale nie mogę. Cały ból uparcie uwziął się na mnie i niszczy mnie od środka. Wypala dusze, sumienie. Zjada mnie od wewnątrz i nie pozwala istnieć. I tak nie warto egzystować, jestem tak obrzydliwie chujowa, do niczego się nie nadaję. Skazana na nieistnienie, zło i głupotę. Taka wydaję się być. Ale przecież chcę być dobra. Tak bardzo się staram, ale wciąż mi to nie wychodzi.
 

paula2810
 
lola2906
 
Sądziłam, że do końca życia będę sama,
Sama jak drzewko na pustynnej wyprawie życia,
Sama ze swoimi problemami i troskami życia codziennego,
Sama a jednak Ty nie pozwoliłaś by tak było.


Jesteś na razie najlepszą koleżanką, jaką mam
I niech słowa te najszczersze zawsze będą ideologią życia
Bo takie życie jest marzeniem wielu
Marzeniem, którego za Twoim pośrednictwem miałam zaszczyt zasmakować.
Bardzo Ci dziękuję!

Chciałabym cię znac równie dobrze jak ty mnie. Tęsknie tak mocno jak ty ;****!!
  • awatar Fuck You Bejbe ;3: Jaa też znam nie które takie osobyy ... ale we dwie zawsze damyy rade ! Masz racje bądźmyy silne ! *,* Takkk NA ZAWSZE ! <3
  • awatar Lola3576: Dziekuje ci za te mile slowa.. Niestety zawsze znajda sie jakoes osoby ktore beda chcialy to wszystko rozwalic.. Owszem znam pare takich.. Ale badzmy silne ! Pamietaj, mi mozesz powiedziec wszystko i zawsze ! MY NA ZAWSZE .. TOGETHER FOREVER *,*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

lola2906
 
paula2810
 

Wciąż znam ją jak mało kto. Tylko ja zauważam jakie już ma długie włosy. Tylko ja wiem, że marudzi na swoją grzywkę, ale przez kolejne pół roku nie umówi się do fryzjera. Słyszę to, chociaż wcale tego do mnie nie mówi. Chociaż na mnie nie patrzy. Chociaż gardzi mną, prawie tak mocno, jak ja nią gardzę. Wiem, kiedy zakłada nowy sweterek. Przecież pewnie nawet zgadłabym jak go zdobyła. Przecież wiem o niej tak obrzydliwie dużo. Wciąż pamiętam jej przygłupi śmiech. Tak okropnie dobrze zgrywający się z moim idiotycznym śmiechem. Ja nie znam jej jak mało kto. Znam ją jak nikt. Gdyby jeszcze ona chciałaby mnie znać równie dobrze, gdyby tęskniła tak mocno jak ja i wyglądała mnie na przerwach.

Taka tam.. PRAWDA.. A szczególnie to ostatnie zdanie ; /